Header Ads

Najnowsze

Mój powrót do życia, czyli nie tylko o kolarstwie


W dniu dzisiejszym, znajdując odrobinę czasu, postanowiłem dodać kolejny wpis na blogu, który przybliży Wam w skrócie, co się ze mną działo, gdy zmagałem się z kontuzją oraz co robiłem by z nią walczyć i powoli wrócić do formy. Tytuł posta zaczerpnięty został przeze mnie z książki Lance Armstronga i idealnie oddaje sytuację, w której się znalazłem przez kontuzję.

Wiedząc co mi jest starałem się wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne. Odnosiły raczej pozytywny skutek, aczkolwiek do końca nie mam pewności, czy pomogły mi one, czy to czas i regeneracja pozwoliły wrócić do siebie. Trudno się żyje, gdy boli kolano przy każdym ruchu nogi. Ciężko idzie się do pracy, ciężko do sklepu, ciężko wchodzi po schodach, już nie wspomnę o miejscu, do którego "król piechotą chadzał" ;) Nieodłączny ból towarzyszący każdej minucie jakiejkolwiek aktywności potrafi zdemotywować. Ogromną ulgą był dzień, w którym się go pozbyłem.

Przeżywałem bardzo to, że przez kontuzję wypracowana forma spada... W umyśle widziałem te wykresy, które zamiast piąć się w górę, lecą na łeb w dół. Ciężko się oswoić z taką myślą. Aż w końcu zaakceptowałem sytuację i walczyłem z kontuzją poprzez rehabilitację. Znalazłem także inne sposoby na trening.

Nie mogąc ćwiczyć samej kondycji rozpocząłem budowę oraz rzeźbienie muskulatury. Znalazłem do tego świetną książkę, której zdjęcie tu zamieszczam. 

Książka


Nie wiedziałem, że trening bez sprzętu oparty tylko na własnym ciężarze ciała może tak wykończyć! Gorąco polecam wszystkim wytrzymałościowcom, którzy w okresie zimowym chcą podreperować swoją muskulaturę. Po 2 tyg. można odnieść naprawdę zaskakujące sukcesy! Zobaczcie sami :D

Paker
Wiedząc jednak, że odrobinę przesadziłem z rozwojem mięśni i będą mi one tylko przeszkadzać podczas podjazdów powziąłem decyzję o powrocie do treningów wytrzymałościowych. Tu przyszła kolejna załamka, bo na rowerze przy -16 nie pojeżdżę. Biegać, tak świeżo po kontuzji też nie chcę, bo to najprawdopodobniej od biegania dostałem ITBS. Rolki? To samo co w przypadku roweru - przy -16 nie pojeżdżę. Pozostała mi zatem siłownia, ale z tej też zrezygnowałem. Dla mnie to strata czasu jechać 30 minut na, ćwiczyć 1,5 h i jeszcze 30 minut wracać. Też nie wiadomo, czy spinnery (cholernie niewygodne!), będą wolne. Dokonałem zatem zakupu tego oto cacka:

Trenażer

Już nie mogę doczekać się kuriera! Będę jeździł na swoim rowerze, w domu! Yeah!

Nie ukrywam, że przez kontuzję poprawiła się moja sytuacja w życiu osobistym - osoby zaniedbywane już się tak nie czują. Mimo ćwiczeń siłowych, robię to w domu, a nie poza nim. Że tak rzeknę: "Wilk syty i owca cała" ;)

Pełen optymizmu, wkraczając dziś w 26 rok życia, walczę dalej o swój ukochany sport! I najcudowniejszy prezent dziś dostałem od mojej kobiety. Tak wygląda:

Prezent


Prawda, że cudowny?! :D Pozdrawiam!













Brak komentarzy