Header Ads

Najnowsze

Co się stało, że się zes****

Nie tak dawno temu ze smutkiem czytałem wpis jednego z czołowych biegaczy-amatorów Białego Kenijczyka, który z ogromnym bólem serca - z powodu kontuzji - był zmuszony odłożyć na kołek swoje buty na czas bliżej nieokreślony. Dla osoby jego pokroju, gdzie bieganie jest całym życiem, musi być to straszny cios. Kto wie kiedy dojdzie do siebie. Życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Słowo kontuzja pochodzi z języka łacińskiego (contusio - stłuczenie) i oznacza: 
Mechaniczne uszkodzenie ciała, zwłaszcza niezbyt ciężkie obrażenia zewnętrzne, odniesione w czasie uprawiania sportu lub w wypadku: W czasie treningu doznał kontuzji kolana. Uległ kontuzji w wypadku. (http://slowniki.gazeta.pl/pl/kontuzja)
Jednak dopiero od kilku dni domyślam się, co odczuwa Biały, gdyż i mnie dosięgły szpony tej paskudnej Bestii... Jak w tytule, nie wiem co się stało, że się zesrało? Myślałem, że mnie to nie dotyczy, że wszelkiego typu urazy uniemożliwiające mi sportowy rozwój będą omijać mnie z daleka.  Otóż widać nie.

Kontuzja, ten, zaiste, pomiot szatana, zaatakowała podstępnie, z ukrycia i wykorzystując moment, w którym czułem się coraz silniejszy. Ciach! Ostrze Bestii przeszywa moje prawe kolano (o dziwo, to zdrowe!), ból jest nie do wytrzymania i koniec... Regularne treningi przerwane. Bestia, Której Imienia Wśród Sportowców Lepiej Nie Wymawiać, bezlitośnie wykorzystała na atak jeden z moich treningów biegowych, w których (ot tak) chciałem popracować nad techniką biegu. To popracowałem.

Czyżby przetrenowanie? Czyżby źle działała na mnie faza Siły Maksymalnej na siłowni? Trening umiejętności szybkościowych? Zbyt wiele czynników, by poznać jedną przyczynę. A być może było ich wiele na raz.

Teraz łączę się w bólu z Białym Kenijczykiem i zasięgam u niego porad. Korzystając z jego doświadczeń schładzam kontuzjowane miejsce, smaruję maściami, zawijam w bandaż, staram się poruszać nogą jak najmniej. Jeżeli to tylko drobny uraz, a mam ogromną nadzieję, że tak właśnie jest, oby poszedł w świat jak najszybciej. 

Te złe dla sportowca momenty jednak uczą. Mając teraz wiele czasu na przemyślenia doszedłem do wniosku, że muszę uważniej słuchać swego ciała. I rozsądniej planować rodzaje treningów.

Oby jeszcze wsparcie szło z najbliższego otoczenia... Tego życzę sobie i Tobie Biały Kenijczyku! Przegonimy Bestię!

WE ARE SPARTANS! ;)

Brak komentarzy