Header Ads

Najnowsze

Inspiration Point


Niektórych ludzi inspiruje papież (nieważne który), niektórych inspiruje gwiazda kina, a jeszcze innych ludzi artyści pokroju Britnej Spiiiz. Osoby te stają się dla nich idolami, wzorami to naśladowania, swoistym bóstwem, które należy czcić. To są oni. Ja chciałem opowiedzieć o tym, kto inspiruje mnie.


Otóż są to zwykli ludzie. O niektórych z nich pewnie nigdy nie słyszeliście i nie usłyszycie - z różnych przyczyn. Jednych z nich na pewno mijaliście na ulicy, ale nie zwrócili oni Waszej szczególnej uwagi. I to w tych "niewidzialnych" ludziach właśnie jest ta iskra, która mnie tak przyciąga i inspiruje do działania. Mobilizuje do wytrwania w dążeniu do osiągnięcia swoich celów. Poznajcie ich chociaż poprzez mój przekaz.
Chyba nikogo nie zdziwi, jak w tym miejscu przedstawię Wam Białego Kenijczyka. Początkowo odnosiłem się sceptycznie do jego życiowego "świra", jakim jest bieganie. Biegał w dzień i w nocy, przeszedł wiele kontuzji, szukał swojej dyscypliny biegowej. Mimo wielu błędnych decyzji podjętych na początku swojej "kariery" biegowej nie zniechęcił się. Trafił w końcu na odpowiedniego człowieka, który go pokierował i teraz odnosi swoje osobiste sukcesy. Wymyślił swoją historię życia i teraz się jej trzyma. Możecie się z nim bliżej zapoznać tu: Dogonić Kenijczyków.

Dzięki niemu poznałem innych ludzi, jak np. Karola i Michała (http://www.biegiemprzezswiat.pl/), którzy postanowili przebiec całą Polskę w celu zebrania funduszy na rehabilitację swojego kolegi. Mimo wielu przeciwności, deszczu, nieznośnych upałów, otarć i zmęczenia osiągnęli zamierzony cel. Nieodłącznie towarzyszył im tato jednego z nich. Biały udzielił im noclegu w naszym rodzinnym domu. Przed moimi oczami pojawili się kolejni zwykli ludzie, ale dla mnie bohaterowie dążący do osiągnięcia zamierzonego celu. Szczytnego celu.

Wspomnieć tu też muszę o Lancie Armstrongu - moim zdaniem najlepszym kolarzu wszech-czasów. Nie jest to może "zwykły ludź", ale inspiruje mnie do działań w mojej dziedzinie sportu. Siedmiokrotny zwycięzca jednego z najbardziej prestiżowych wyścigów kolarskich, jakim jest Tour de France, osoba, która pokonała raka i wygrała ze śmiercią, a także osoba, w którą nikt nie wierzył, gdy rozpoczynała swoją karierę - pokazała na co ją stać. Obrany cel konsekwentnie realizował i gdy zaczął wygrywać zawody, kpiący uśmieszek z ust jego rywali zamienił się w wyraz niedowierzania.

Gdy rozpocząłem powrót do swojej kolarskiej formy, robiłem to bez konkretnych celów i planów. Kontakt z tymi ludźmi ukierunkował mnie. Uświadomili mi, że poprzez ciężką pracę i konsekwentne dążenie do celu prędzej czy później zaowocuje. Teraz robiąc treningi biegowe wyobrażam sobie, że wbiegam na metę razem z Białym Kenijczykiem - i nagle dyscyplina, której nienawidziłem zamienia się w coś przyjemnego. Gdy tracę siły na kilkunastym kilometrze przypominam sobie Karola i Michała, którzy przebiegli Polskę - nagle dostaję nowych sił. Gdy trenuję na rowerze i "przegrywam" z kimś, myślę o Lancie, który zaczynał na pewno jak ja - od razu moja porażka jest mniej dotkliwa i staram się wyciągnąć z niej wnioski. I jeszcze bardziej przykładam się do treningów.

A ponad tym wszystkim jest moja cudowna kobieta, która mnie wspiera, choć czasem traci już cierpliwość do mnie. Kiedyś wygram dla niej wyścig...

To są moi bohaterowie, a przecież zwykli ludzie, których mijacie niezauważenie...http://dogonic-kenijczykow.blogspot.com/

Brak komentarzy